• slide
  • slide
  • slide
  • slide

Nazywam się Wojciech Łuszpiński

Obecnie jestem na emeryturze. Zanim jednak dobiłem do brzegu seniora, całe życie zawodowe było poznawaniem nowych zdarzeń i poszukiwaniem kolejnych zajęć. Moim mottem do dzisiaj jest robienie czegoś co służy i cieszy każdego.

Nie potrafię siedzieć bezczynnie.

muzyka: Jazz Background Music, Pixabay

 

Mój pierwszy kontakt z drewnem nastąpił kiedy miałem 15 lat.

Scyzoryk był na stałym wyposażeniu mojej kieszeni.

Pewnego dnia siedząc nad brzegiem jeziora znalazłem kawał kory. Zacząłem zdejmować z niej niepotrzebne fragmenty i pozostała Matka z dzieckiem na ręku. Dziwne było to, że kobieta nie miała twarzy. Na pytanie dlaczego odpowiedziałem, że matka widzi sercem i oczu nie potrzebuje. Wiele lat po tym, pewien facet powiedział mi, że mógłbym robić meble kuchenne na zamówienie. Wtedy pomyślałem, że to śmieszne ale myśl ta zaczęła kiełkować.

Zawodu jestem budowlańcem ale to mi nie przeszkodziło w zatrudnieniu się w fabryce mebli w pracowni modelarni. Tam właśnie powstawały prototypy mebli i uznałem, że tam się nauczę wszystkiego co trzeba wiedzieć o meblach. Życie pokazało mi jak bardzo się myliłem, bo ludzie tam pracujący nie mieli ochoty pokazywać mi czegokolwiek. Wymyśliłem, że będę przez okno gapił się jak to robią tak długo aż się nauczę. Podpatrzoną wiedzę wykorzystywałem ćwicząc w moim malutkim warsztaciku, który mieścił się w piwnicy domu.

5 lat później w 1985 r. miałem własną stolarnię i oczywiście robiłem meble kuchenne na zamówienie. W 1997 dogonił mnie mój kręgosłup i powiedział - panie Wojtku kończymy ten interes. Wylądowałem na stole operacyjnym wymienili mi jego kawałek na metalowy i teraz jestem jak ‘cyborg’.

Dotarło do mnie, że jest mało śmiesznie i wtedy zadzwonił telefon. Córka pyta o kwietnik z wikliny, który dostaliśmy od niej kilka lat wcześniej. Ten bidula rozpadł się po kilku reanimacjach i koczował w piwnicy. Przyniosłem do domu myśląc, że może jeszcze coś z niego wykrzesam i olśnienie przecież mogę go zrobić ze sklejki.

No i posypała się lawina pomysłów na lampiony, kwietniki wiszące czy jeżdżące, duże i małe. Wtedy też powstał drewniany rower.

Ale to historia zupełnie inna może opowiem ją później.

Pewnego dnia do mojej pracowni przyszedł mój syn i mówi tato potrzebne są skrzypce. Ja na to idź do sklepu. Ale mówi że potrzebne są takie małe i pokazuje około na 8 cm. Myślałem, że to szalone ale nie mogłem o tym zapomnieć, więc chodziłem z tą myślą blisko 2 miesiące. Oczywiście wkońcu je zrobiłem.

Od tego czasu powstało ponad 14 miniaturowych instrumentów.

Jak również wiele kwietników oraz świeczników w tym także rower. Wszystko to wykonałem na maszynach, które zaprojektowałem i zbudowałem z drewna.

Masz ochotę to napisz do mnie

wojtek.luszpinski@wp.pl

Nie martw się - nie dodaje Twojego adresu do żadnej listy subskrybcyjnej. Posłuże się nim gdybym miał do Ciebie pytanie.

Czy preferujesz rozmowę to dzwoń

 792 453 085

 

 

Możesz też skorzystać z formularza

 

Wymagane
Wymagane
Wymagane
Kod CAPTCHA

Julian Cenkier

I na koniec człowiek orkiestra od zagadnień technicznych, ale który również ogarnia dla mnie aspekty wizualne i promocyjne. Przy tym wszystkim świetnie się dogadujemy.